Witam i o zdrowie pytam.(Neko ty żyjesz!)
Wybacz Marta, ale ciąg dalszy opowiadania w sobotę.
Dzisiaj jestem sama, więc jeżeli któraś redaktorka zechce, udzielam pełną zgodę na kliknięcie opcji "edytuj" i dopisanie swoich komentarzy.
"Czekajcie!" krzyknął Liu, trzymając w dłoni nóż.
Policjanci wyciągnęli broń i wycelowali w niego.
"To byłem ja! Ja ich pobiłem, mam na to dowody!" \ Jakie? \{Kłamczuch!}. Liu podwinął swoje rękawy, odkrywając różne zadrapania i siniaki. Wyglądały, jakby były po bójce. {Wychodzi na to, że Liu jest masochistą.}
"Najpierw odłóż ten nóż." powiedział jeden z policjantów. Liu rzucił \ No fanie odłożył... \nóż na ziemię {Odłóż, nie rzuć.}, podniósł ręce do góry i podszedł do policjantów.
"Nie, Liu! Przecież to byłem ja! Ja to zrobiłem!". Po twarzy Jeff'a zaczęły spływać łzy(Teraz dżem będzie mokry.I jak go zjem?!)
"Ah, biedny braciszku. Próbujesz przyjąć winę za coś, co ja zrobiłem. Weźcie mnie stąd." {Ostatnie zdanie zabrzmiało jak w kiepskim dramacie.}. Policja zabrała Liu do samochodu.(Będziesz brał mnie w aucie.)
"Liu, powiedz im! Powiedz im! To ja pobiłem te dzieciaki!". Matka Jeffa położyła ręce na jego ramionach.
"Jeff, proszę cię. Nie musisz kłamać. Wiemy, że to Liu. Przestań już.". \ To dżem ale chce go zjeść więc Ciii \ Jeff mógł tylko bezczynnie patrzeć na odjeżdżający radiowóz. {Biedny.}(Ja bym się cieszyła jakby mi skrzata zabrali!) \ *smutna twarz* Już wiem kto pisze tak () ! \Kilka minut później ojciec Jeff'a przyjechał. Widział twarz Jeff'a i wiedział, że coś jest nie tak.
"Synu, co się stało?". Jeff nie mógł nic powiedzieć z powodu płaczu. Jego matka weszła z ojcem do domu, żeby opowiedzieć mu złe nowiny. Jeff został na podjeździe i płakał. {Są różni rodzice, ale jakbym to ja siedziała na podjeździe i płakała, ktoś próbował by mnie pocieszyć. Chyba.}
(Może Oliwia i Marta, bo ja nie)Po jakiejś godzinie wrócił do domu. Widział, że rodzice są tak samo zszokowani, smutni jak i rozczarowani. Nie mógł na nich patrzeć. Wolał nawet nie myśleć, co rodzice sądzą o Liu, podczas gdy to była wina Jeff'a. W końcu poszedł spać, mając nadzieję, że choć na chwilę zapomni o całej sprawie.(Yyy...no chyba nie.)
(Może Oliwia i Marta, bo ja nie)Po jakiejś godzinie wrócił do domu. Widział, że rodzice są tak samo zszokowani, smutni jak i rozczarowani. Nie mógł na nich patrzeć. Wolał nawet nie myśleć, co rodzice sądzą o Liu, podczas gdy to była wina Jeff'a. W końcu poszedł spać, mając nadzieję, że choć na chwilę zapomni o całej sprawie.(Yyy...no chyba nie.)
Dwa dni później, odkąd wsadzili Liu za kratki \ Kratki kojarzą mi się z Matmą... Brrr \, nie było od niego żadnych wieści. Jeff nie miał znajomych do odwiedzenia. Nic tylko smutek i poczucie winy. {Nie dziwię się, że dręczy go poczucie winy.} Aż do soboty, kiedy mama Jeff'a obudziła go z uśmiechniętą, słoneczną twarzą.(Cieszy się, bo ma spaloną twarz od słońca?) \ Zamknęli jej syna a ona się cieszy -,- \
"Jeff, dziś jest ten dzień." powiedziała jego matka, odsłaniając zasłony i wpuszczając światło do jego pokoju. \ Jaki? Sprzątania? To ja uciekam! \
"J-jaki dzień?" powiedział w półśnie Jeff.\ Nie tylko ja nie wiem! \
"Urodziny Billy'ego." \ Kto to? Aaaaaa.... ten dzieciak... \{Serio?}. Po tych słowach Jeff całkowicie się obudził.
"Mamo, ty żartujesz, prawda? Nie myśl, że pójdę na urodziny jakiegoś dziecka po tym, jak..." zrobił długą przerwę.
"Jeff, oboje wiemy co się stało. To przyjęcie może sprawić, że na trochę zapomnimy o całej sprawie. A teraz ubierz się." {Jej syna wpakowali do poprawczaka, bez wyprawy do sądu, jak zgaduję, a ona razem z mężem nic z tym nie robią i zabierają swojego syna na urodziny dzieciaka z sąsiedztwa, którego żadne z nich nie zna. Znajdźcie tu logikę!}(Pewnie Dżem będzie przystawką na urodzinach!) powiedziała matka Jeff'a, po czym zeszła na dół, aby się przygotować.(Matka będzie deserkiem.Mmm.) \ Żelek zboook ! \Kiedy Jeff wreszcie zmusił się, aby wstać, wziął pierwszą lepszą koszulkę i parę jeansów i zszedł na dół. Zobaczył, że jego ojciec jest ubrany w garnitur, a jego matka w suknię.{Po co się tak stroić?} Zdziwił się, dlaczego ubrali się w takie eleganckie rzeczy na imprezę jakiegoś dzieciaka. {W tej jednej rzeczy zgodzę się z bohaterem tej jakże ciekawej creepypasty.}(Mówiłam,że matka będzie deserkiem, a ojciec dodatkiem.)
"Synu, to wszystko, w co się ubierasz?" zapytała mama Jeffa. "To lepsze niż takie eleganckie ubrania." powiedział Jeff. Jego matka zignorowała wielką chęć, aby na niego nakrzyczeć i po prostu uśmiechnęła się.
"Synu, to wszystko, w co się ubierasz?" zapytała mama Jeffa. "To lepsze niż takie eleganckie ubrania." powiedział Jeff. Jego matka zignorowała wielką chęć, aby na niego nakrzyczeć i po prostu uśmiechnęła się.
"Jeff, może jesteśmy za bardzo elegancko ubrani, ale może zrobimy na nich dobre wrażenie." {"Ale tato, jestem tylko dzieckiem i nie będę się stroić na imprezę urodzinową bachora sąsiadów." Spierał się z ojcem Jeff.} powiedział ojciec Jeff'a. Jeff burknął coś pod nosem i poszedł do swojego pokoju.
"Ja nie mam żadnych takich "eleganckich" ubrań!"(Ale masz dobry dżemik.) krzyknął ze swojego pokoju.
"Po prostu weź coś." powiedziała jego matka. Przejrzał całą swoją szafę w poszukiwaniu czegoś eleganckiego. Znalazł czarne, dresowe spodnie, które ubierał na specjalne okazje {Ubierał na specjalne okazje, powiadasz? tyle dobrze, że nie służyły mu za piżamę.}(Nie one są do kościoła!) \ Dresy? \i podkoszulkę. Nie mógł znaleźć koszulki, którą mógłby założyć. Rozejrzał się, ale znalazł tylko koszule w paski i wzorki. Nic, co mógłby założyć z dresowymi spodniami. W końcu znalazł białą bluzę z kapturem i włożył ją.(SWAG!)
"Ty w tym idziesz?" powiedzieli razem jego rodzice. Jego matka spojrzała na zegarek. "Nie ma czasu na przebieranki. Chodźmy już." powiedziała, po czym usłyszała jak Jeff z ojcem wychodzą z domu. Razem przeszli przez ulicę do domu Barbary i Billy'ego. Zapukali i ukazała im się Barbara, zupełnie jak rodzice Jeff'a, przesadnie ubrana. Gdy weszli do domu zobaczyli, że tam są tylko dorośli. Żadnych dzieci. {Może to i lepiej?}(Pewnie są zakopane w ogródku dla spokoju.)
"Dzieci są na podwórku. Jeff, co ty na to, żebyś poszedł je poznać?" \ "Nie! Nigdy! Za nic! \ powiedziała Barbara.
Jeff wyszedł na podwórko i zobaczył, że było tam pełno dzieci. Wszyscy biegali w dziwacznych, kowbojskich strojach, strzelając do siebie z plastikowych pistolecików. Nagle do Jeff'a podbiegł dzieciak, wręczając mu pistolecik i kapelusz. {Znając i nic z niej nie pamiętając, coś złego stanie się na tych urodzinach. Inaczej by tego nie opisywali.}
Jeff wyszedł na podwórko i zobaczył, że było tam pełno dzieci. Wszyscy biegali w dziwacznych, kowbojskich strojach, strzelając do siebie z plastikowych pistolecików. Nagle do Jeff'a podbiegł dzieciak, wręczając mu pistolecik i kapelusz. {Znając i nic z niej nie pamiętając, coś złego stanie się na tych urodzinach. Inaczej by tego nie opisywali.}
"Cześć, chcesz się pobawić?" powiedział.(Z tobą?Chętnie.) \ Nie. \
"Eee, nie. Jestem za stary na takie rzeczy" \ Mówiłam, że nie! \powiedział Jeff. Dziecko spojrzało na niego miną proszącego szczeniaka. [tak jak ja kiedy proszę o coś Neko :P]
"Proszę?" powiedziało dziecko. "No dobra." powiedział Jeff. Założył kapelusz, wziął pistolecik i zaczął "strzelać" do innych dzieci. Na początku wydawało mu się to bezsensowne, ale po chwili wydawało mu się nawet trochę fajne. Może to nie było "cool", ale to był pierwszy raz, kiedy choć na chwilę zapomniał o Liu. Jeff bawił się tak, aż usłyszał dziwaczny dźwięk. Dźwięk jeżdżącej deskorolki. {To nie zapowiada nic dobrego.} [uuu jaki szpam deska po prostu aę się zesrałam jaki z niego bogacz *iironia* Poczułam ...PIZZE :o]Po chwili Randy, Troy i Keith przeskoczyli ogrodzenie na swoich deskorolkach. {Ciekawe jakiej wysokości jest ten płot. Chyba nie da się tak wysoko skakać na deskorolce, żeby przeskoczyć zwyczajne ogrodzenie.} Jeff upuścił swój plastikowy pistolet i zrzucił kapelusz.{Wyobraźcie to sobie.}[uuuu... jaki maczo xdd](Ole!) Randy patrzył na Jeff'a z nienawiścią w oczach. \ Jea! Chce być na takich urodzinach! \{Szykuje się bijatyka.}
"Witaj, Jeff" [taki cichy głupi głos Witaj jakby nie mógł powiedzieć siema chociaż hej ale na szczęście nie powiedział dżem dobry] powiedział Randy. "Mamy parę niedokończonych spraw." Jeff zobaczył, że Randy ma posiniaczoną twarz."Też tak myślę. Zajebię cię, za to, że wpakowałeś mojego brata za kratki."(Jest w końcu w więzieniu czy w ZOO?Bo ja już nie wiem.)
Randy zdenerwował się. "Oh, bardzo śmieszne, wiesz, że ja i tak wygram. \ Tia, wygrasz z dżemem... Już to widzę. Napewno nie odwiedzę cię w szpitalu \ Może skopałeś nam tyłki kiedyś, ale nie dzisiaj." [ i pewnie bedzie ze uda sie Jeffowi :> jak zwykle...]powiedział Randy, po czym ruszył na Jeff'a. Obaj upadli na ziemię. Randy uderzył Jeffa w nos, a Jeff złapał go za uszy i przyłożył mu "z główki", odpychając go od siebie. Po chwili wstali na nogi. Dzieci krzyczały, a rodzice wybiegali z domu. Troy i Keith wyciągnęli z kieszeni pistolety.
"Niech nikt nie przerywa, bo polecą flaki!" {Groźba stulecia.}[lubię tą zupę ^^ jest nawet dobra :)] \ Babcia robi czasem flaki...\
powiedzieli. Randy wyciągnął nóż i wbił go w ramię Jeffa.
powiedzieli. Randy wyciągnął nóż i wbił go w ramię Jeffa.
Jeff wydarł się wniebogłosy i upadł na kolana. Randy bezlitośnie kopał go w twarz. Po trzech kopach Jeff chwycił nogę Randy'ego i przekręcił ją, co spowodowało, że upadł na ziemię. Jeff wstał i poszedł w kierunku tylnych drzwi. Troy chwycił go.(Za co?Za tyłek *^*)
"Potrzebujesz pomocy?". Chwycił Jeffa za kołnierz i przerzucił go przez drzwi. Gdy Jeff próbował wstać, Randy powalił go na ziemię, i kopał go tak długo, aż zaczął kasłać krwią.
"No dawaj Jeff! Walcz ze mną!" {"Ale nie chce mi się wstawać..." Bąknął Jeff niezadowolony, że musi ruszać się z wygodnej podłogi.}. Przeciągnął Jeff'a do kuchni. Randy widząc butelkę wódki na stole, roztrzaskał ją na głowie Jeff'a. [ No ja taki dobry towar polskiej wódki rozwalasz o głowę Dżemu? serio?! nie no ty głupi jesteś ;-;](Moja wódka! Czemu? Co ja będę piła!!!) \ :C \
"Walcz! \ Z wbitym nożem! \". Randy przeciągnął Jeff'a do salonu.
"No dalej Jeff! Spójrz na mnie!". Jeff podniósł wzrok. Jego twarz była cała zakrwawiona. "To ja wpakowałem twojego brata za kratki! A ty będziesz siedział i pozwolisz mu tam gnić przez cały rok! Powinieneś się wstydzić!". \ Raczej ty ... \ Jeff zaczął się podnosić.
"Oh, wreszcie zacząłeś się podnosić.". Jeff już wstał. Na jego twarzy była krew i wódka.[Smacznego! ;D] Znowu doznał tego dziwnego uczucia, ale wcześniej nie było tak silne. "Wreszcie. Wstał!" krzyknął Randy i pobiegł z zamiarem zaatakowania Jeffa. To wtedy to się zdarzyło. Coś w Jeffie pękło. Jego psychika została całkowicie zniszczona, racjonalne myślenie znikło. {Widocznie Dżem miał bardzo słabą psychikę.} [ bywa ja juz nie raz prawie zostałam uduszona i jakoś nikogo nie zabiłam... jeszcze... ]Jedyne, co teraz potrafił, to zabijać{ i dziergać drapiące swetry}. Chwycił Randy'ego i z dużą siłą rzucił nim o ziemię. Stanął nad nim i z ogromną siłą uderzył go prosto w serce, które się zatrzymało.[to serce to mięczak moja wątroba jest silniejsza *obracam oczami*]
Gdy Randy próbował złapać oddech, Jeff bił go. Cios za ciosem. Krew tryskała z jego ciała, aż złapał ostatni oddech i umarł. {Silny skurczybyk.}
Gdy Randy próbował złapać oddech, Jeff bił go. Cios za ciosem. Krew tryskała z jego ciała, aż złapał ostatni oddech i umarł. {Silny skurczybyk.}
Każdy teraz patrzył na Jeffa. Rodzice, płaczące dzieci, nawet Troy i Keith, którzy niewiele myśląc, wycelowali bronie w Jeffa. Jeff widząc wycelowane w niego pistolety, pobiegł schodami na górę. Kiedy biegł, Troy i Keith otworzyli do niego ogień, lecz każdy strzał pudłował. Troy i Keith pobiegli za Jeff'em. Kiedy wystrzelili ostatnie naboje, Jeff skradając się, wszedł do łazienki. Chwycił stojak na ręcznik i wyrwał go ze ściany. Do łazienki wtarli Troy i Keith z nożami w dłoniach. \ A oni nie mieli pistoletów? \
Troy podbiegł z nożem do Jeffa, który uderzył go stojakiem na ręcznik w twarz. Troy bezwładnie opadł na ziemię, więc zostali tylko Jeff i Keith. Keith był bardziej zwinny, więc kiedy Jeff wymachiwał stojakiem, {Wyobraźcie to sobie.} [ wyobrażam to sobie O.o]
Keith wyrzucił nóż i chwycił Jeffa za szyję. I rzucił nim o ścianę. Z górnej półki spadł na nich wybielacz. Palił ich obu i obaj zaczęli krzyczeć. Jeff wytarł oczy najlepiej jak mógł. Kiedy Keith jeszcze krzyczał z bólu, Jeff wziął z powrotem do ręki stojak na ręczniki. Celnie rozwalił metalowym stojakiem głowę Keith'owi. Kiedy Keith już leżał zakrwawiony na ziemi, towarzyszył mu złowieszczy uśmiech.
Keith wyrzucił nóż i chwycił Jeffa za szyję. I rzucił nim o ścianę. Z górnej półki spadł na nich wybielacz. Palił ich obu i obaj zaczęli krzyczeć. Jeff wytarł oczy najlepiej jak mógł. Kiedy Keith jeszcze krzyczał z bólu, Jeff wziął z powrotem do ręki stojak na ręczniki. Celnie rozwalił metalowym stojakiem głowę Keith'owi. Kiedy Keith już leżał zakrwawiony na ziemi, towarzyszył mu złowieszczy uśmiech.
"Co w tym takiego śmiesznego?!" zapytał Jeff. Keith wyciągnął zapalniczkę i włączył ją. "To," powiedział, "że jesteś pokryty wybielaczem i alkoholem.". Jeff szeroko otworzył oczy ze zdziwienia, a Keith rzucił na niego zapalniczkę. Alkohol i wybielacz w kontakcie z ogniem wybuchły. Gdy alkohol zwęglił jego skórę, wybielacz ją wybielił.{Nie, to tak nie działa.} Próbował się ugasić, lecz nic nie pomagało. [juz to sobie wyobrazam o.e]
Jeff darł się w niebogłosy. Alkohol sprawił, że był chodzącym płomieniem. Wyszedł na korytarz i spadł ze schodów. Wszyscy krzyczeli, gdy zobaczyli Jeff'a, ledwo żywego, płonącego człowieka. Ostatnią rzeczą, jaką zobaczył, była jego matka, która próbowała go ugasić. Wtedy stracił przytomność.
Jeff darł się w niebogłosy. Alkohol sprawił, że był chodzącym płomieniem. Wyszedł na korytarz i spadł ze schodów. Wszyscy krzyczeli, gdy zobaczyli Jeff'a, ledwo żywego, płonącego człowieka. Ostatnią rzeczą, jaką zobaczył, była jego matka, która próbowała go ugasić. Wtedy stracił przytomność.
Kiedy Jeff się obudził, poczuł, że ma bandaże na twarzy. Nic nie widział, ale czuł, że ma je również na ramieniu i szwy na całym ciele. Próbował wstać, lecz uświadomił sobie, że ma w ramieniu jakąś rurkę. Wtedy przybiegła pielęgniarka.
"Myślę, że jeszcze nie powinieneś wstawać." Powiedziała, kładąc go z powrotem na łóżku i poprawiając rurkę w jego ramieniu. Jeff usiadł. Nic nie widział. Kompletnie nie wiedział, gdzie jest. Po długich godzinach usłyszał swoją matkę.
"Kochanie, jak się czujesz?" zapytała. Jeff nie mógł odpowiedzieć. Jego twarz była zakryta bandażami, więc nie mógł w ogóle mówić. "Kotku, mam wspaniałe wieści. Po tym wszystkim policja uznała za winnego Randy’ego i powiedziała, że zwolni Liu". Jeff wstał jak najszybciej potrafił, lecz przypomniał sobie, o rurce w jego ramieniu. "Liu wyjdzie jutro, będziecie mogli znowu być razem.".
Matka Jeff'a uścisnęła go i pożegnała się. Przez następne tygodnie Jeff był odwiedzany przez rodzinę.
W końcu nadszedł ten dzień. Dzień zdejmowania bandaży. Jego rodzina niecierpliwiła się. Czekali aż doktor usunie ostatni bandaż zakrywający jego twarz.
"Miejmy nadzieję, że to będzie ładnie wyglądać." powiedział doktor, ściągając bandaż z twarzy Jeff'a.
Matka Jeffa krzyknęła na widok jego twarzy, a Liu z ojcem patrzyli z obrzydzeniem.
"C-co się stało z moją twarzą?" zapytał Jeff, po czym wyskoczył z łóżka i pobiegł do łazienki. Spojrzał w lustro i zobaczył, dlaczego rodzina tak zareagowała. Jego twarz była... okropna. Jego usta były spalone do głębokiej czerwieni, jego twarz zmieniła kolor na czystą biel, {Nie, to tak nie działa.}[Chciał zostać porcelanową lalką... jego marzenie się spełniło...]
a jego włosy zmieniły kolor z brązu na kruczą czerń. {Powinien być łysy.}[powinien świecić łysiną ;/]
Powoli dotknął ręką swojej twarzy. Była teraz szorstka. Spojrzał na swoją rodzinę, a potem znowu w lustro.
a jego włosy zmieniły kolor z brązu na kruczą czerń. {Powinien być łysy.}[powinien świecić łysiną ;/]
Powoli dotknął ręką swojej twarzy. Była teraz szorstka. Spojrzał na swoją rodzinę, a potem znowu w lustro.
"Jeff..." powiedział Liu. "Ona wcale nie jest taka zła...".
"Nie jest taka zła?!" zapytał Jeff. "Ona jest perfekcyjna!". {Właśnie... Zaraz, co?!}[No dokładnie... czekaj CO?!] \ No. Chwila... CO?! \
Jego rodzina była zaskoczona, a Jeff zaczął się głośno śmiać. Jego rodzina zauważyła, że jego lewe oko i ręka drgały.
Jego rodzina była zaskoczona, a Jeff zaczął się głośno śmiać. Jego rodzina zauważyła, że jego lewe oko i ręka drgały.
"Uh... Jeff, dobrze się czujesz?".
"Dobrze?! Nigdy nie czułem się taki szczęśliwy! Ha ha ha ha haaaaaaa! Spójrzcie na mnie! Ta twarz pasuje do mnie idealnie!". Nie mógł przestać się śmiać. Pogładził znowu swoją twarz i spojrzał w lustro. Co to spowodowało? Więc, pamiętasz jak Jeff i Randy walczyli? Coś w jego umyśle, w jego psychice, pękło. On teraz był tylko szaloną maszyną do zabijania, lecz jego rodzina jeszcze o tym nie wiedziała.
"Doktorze," zapytała mama Jeffa. "czy mój syn ma... No wie pan... w porządku w głowie?". \ xD \
"Tak, to jest typowy objaw dla pacjentów, którym podaliśmy tak dużą ilość środków przeciwbólowych. Jeśli po paru tygodniach nic się nie zmieni, zrobimy mu test psychologiczny.".
"Dobrze, dziękuje doktorze.”. Matka Jeffa spojrzała na niego „Jeff, kotku, wracamy do domu.".
Jeff oderwał twarz od lustra. Jego twarz dalej miała ten straszny uśmiech. "Dobrze mamo. Ha ha haaaaaaaa!". {Nagle taki wesoły się zrobił...}[co on taki wesoły?prawie umarł...]
Matka spojrzała na niego, wzięła za ramiona i poszła z nim po ubrania.
Matka spojrzała na niego, wzięła za ramiona i poszła z nim po ubrania.
„To ubrania, w których przyszedłeś.” powiedziała pielęgniarka z recepcji. Matka Jeffa spojrzała na czarne, dresowe spodnie i białą bluzę z kapturem, które miał na sobie jej syn. Teraz były czyste. Nie było na nich krwi, a dziury były zaszyte. Mama Jeff’a wróciła do pokoju i podała mu ubrania. Potem wszyscy wyszli, nie wiedząc, że to ostatni dzień ich życia. {Oh.}[bywa...]
Później tej nocy matkę Jeff'a obudził dźwięk dochodzący z łazienki. Tym dźwiękiem był płacz. Powoli weszła do łazienki, aby zobaczyć co się dzieje. Ujrzała potworny widok. Jeff trzymał nóż i wycinał uśmiech na swoich policzkach.[Pan wesoły się znalazł...] \ C: \
"Jeff, co ty robisz?" zapytała.
Jeff spojrzał na matkę "Mamusiu, nie mogłem się ciągle uśmiechać. To po chwili bolało. Ale teraz mogę się uśmiechać wiecznie." {Mam jednak wrażenie, że to będzie bardziej bolało. Nie wiem i tej wiedzy posiadać nie chcę.} . Matka Jeffa zobaczyła jego oczy, okrążone w czerni.
"Jeff, twoje oczy!". Jego oczy wyglądały, jakby nie miały się nigdy zamknąć. {Pewnie wyglądał jak uśmiechnięta panda.} [pewnie wyglądał jak panda morderca :D czyli jak Neko prawie codziennie xdd]
"Nie mogłem widzieć mojej twarzy. Moje oczy zamykały się ze zmęczenia, więc spaliłem swoje powieki, więc teraz będę mógł wiecznie widzieć siebie, moją nową twarz". {Prześpij się, zaczynasz bełkotać.} Jego matka powoli zaczęła się wycofywać, widząc, że jej syn postradał zmysły. "Co się stało, mamusiu? Czyż nie jestem piękny?!". {Nie.}[yyy... oczywiście że tak kochanie.... *myśli* wcale nie...] \Nope -,- \
"Jesteś synku.” powiedziała. „ P-pozwól mi pójść do tatusia, żeby mógł zobaczyć twoją nową twarz.". Matka wbiegła do sypialni, budząc ojca. "Kotku, weź broń. Nasz...". Zaniemówiła, gdy zobaczyła w progu Jeff'a trzymającego nóż. \ Oddawaj! \
"Mamusiu. Okłamałaś mnie.". To ostatnie słowa jakie usłyszeli, zanim Jeff ruszył na nich i zadźgał. {Ale mają refleks.} [moja krew ^^]
Liu obudził się od tych dźwięków. Nie słyszał nic więcej, więc zamknął oczy i próbował zasnąć, lecz ogarnęło go dziwne uczucie, że ktoś go obserwuje. Kiedy się obrócił, Jeff zatkał jego usta ręką. Jeff powoli wyciągnął nóż, gotowy poderżnąć mu gardło. Liu próbował się wyrwać.
"Ciiiiiiiiii, idź spać." powiedział Jeff. [Dobranoc Rybka mini mini śpi śpij i ty ^^]
Daję to do oceny wam i zapraszam redaktorki do komentowania, im nas więcej, tym weselej. Szczególnie, że moje poczucie chumoru jest bliskie zeru. Do zobaczenia.
~Neko
~Jęcząca Marta
~Nutella
~Jęcząca Marta
~Nutella





























