trwa inicjalizacja, prosze czekac...mieszkanie dla młodych

sobota, 31 października 2015

Jasper house #1/1 + Oczywiście powody braku postów

Witam.
A dlaczegoż to bez tego radosnego wykrzyknika? Ponieważ dynia mi zgniała. Tia... Byłam w domu (teraz jestem u babci), poszłam po rzeczy na imprezę Halloweenową u Aoi (ide dziś do Aoi nocować) chciałam wziąźć moją dynie (była taka piękna :'C) a ta... zgniła! Cała pokryła się taką dziwną "pianką" (bleeeeee).
Ok a więc do rzeczy. Czemu mnie nie było TRZY TYGODNIE ?
Dlatego że mój ojciec przyjechał (ZAŁAMKA) i byłam przez dwa tygodnie u niego :/.
Trzeci tydzień poświęciła dla siebie. Dokładnie dla znay. Wychodziłam na dwór itp.
Dlatego dopiero dziś jest post.
Tytuł taki bo najwidoczniej nie chcecie "Przyjaźni na wieki". Dajcie chodź jeden kom, że chcecie a zrobię. Ok, nie ma przyjaźni to zrobię jakieś opowiadanie jedno "odcinkowe". To zaczynamy? 

***

To był piękny słoneczny dzień. Ale nie taki zwykły. To było Halloween. Wszystkie dzieci z ulicy Oxford Street siedziały w domu "dopracowywując" swoje stroje. Było już ciemno, jak to powinno być w Halloween. W prawie wszystkich domach paliło się światło. Ale tylko prawie. Jeden dom był spowity pustką. Wszystkie dzieci wiedziały, że do tego domu nie wolno iść. Rodzice straszyli dzieci, że tam straszy duch starego Jaspera. Melany miała 14 lat jak jej przyjaciel James. Nie wierzyli w te bajeczki. Tego straszliwego Halloween Melany poszła do Jamesa by razem wybrali się do domu Jaspera.
*
Na miejscu nie pukając weszli do środka bo wiedzieli, że tam nikt nie mieszka. Wszędzie stały zgniłe dynie. "Pozostałości po Halloween" - myślała dziewczynka. W salonie stała ława, dwa fotele i kanapa. Skromnie. Oczywiście wszystko było w pajęcznie. "Brrr" - wzdrygną się James. 
-Hah! Nie mów, że się boisz! Przecież tu nie straszy! To tylko brednie rodziców!
-Nie boje się! - bronił się chłopak
Ale dziewczynka już go nie słuchała. Siadła na kanapie nie zwracając uwagi na pajęczyny. Trzymała coś w ręku. Gdy jej przyjaciel podszedł bliżej zobaczył, że to list. Zaczął go czytać:

" Drogi czytelniku tego listu. Nie mam pojęcia kim jesteś. Najprawdopodobniej jesteś jakimś dzieckiem które na przekór rodzicom przyszło odwiedzić mój dom. Pewnie mój dom jest teraz postrachem dzieciaczków i uważany za nawiedzony. Hah. Ale do rzeczy. Chciałbym ci się zwierzyć. Więc tak... Zacznijmy od tego, że nazywam się Jasper Strool. Kiedy to pisze mam 14 lat. Nie mam rodziców. Mieszkam sam. Niedługo będę musiał się wyprowadzić do domu dziecka! Nie chce tego! To, że na świecie nie mam już nikogo nie oznacza, że będę siedzieć w domu dziecka! Cała moja rodzina umarła na raka. Nieuleczalną chorobę. Pewnie w twoich czasach ta choroba jest uleczalna ale w moich nie. Postanowiłem uciec. Tak, wole umrzeć niż żyć w sierocincu. O nie... Musze już uciekać. Do widzenia.
1849r. Jasper"

Melany, gdy już skończyła czytać list zchowała list do kieszeni i wydała rozkaz "IDZIEMY!". 

*
Dziewczyna do końca życia nosiła przy sobie list Jaspera a co roku w Halloween chodziła do jego domu i modliła się za niego.

***
Ok to na tyle. Wiem, że to niezbyt straszne ale mam nadzieję, że fajne. O i mam nową ksywkę a mianowicie fiefiura xD. Paaaaa

~Nutella/Fiefiura


 

 
Tia... Nadal nie zdecydowałam się które logo xD

4 komentarze:

  1. Nie pisz tylu opowiadań. I tak nikt ich nie czyta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PFFF... Tylko jej zazdrościsz talentu, bo sam/sama nie umiesz pisać. Ty niby jesteś takim znawcą? Pokaż najpierw swoje opowiadania, a nie krytykujesz inne. Nie pozdrawiam :*
      ~ASP:*

      Usuń
  2. Po pierwsze- zdania nie zaczyna się od 'ale'.
    Po drugie - poprawny tytuł rzekomego opowiadania brzmiałby ,,Jasper's house".
    Po trzecie - zwracaj uwagę na przecinki i skład opowiadania. Urozmaicaj je dogłębnymi opisami, aby nie wiało pustką.
    Poświęciłam swój czas na to, aby sporządzić moją wersję twego opowiadania, a mam nadzieję, że zauważysz zmiany, które wprowadziłam.
    To był piękny, słoneczny dzień pełen rozruchu, ale nie taki monotonny. Wszystkich mieszkańców zastało Halloween. Wszystkie pociechy z ulicy Oxford Street siedziały w domach, dopracowywują swoje przebrania. Ciemność ogarnęła pogodną dotąd uliczkę, a nadawało to ponurego akcentu dla owego Halloween. Niemalże w co kolejnym mieszkaniu paliło się światło, ale nieledwie. Jedno jedyne domostwo spowite było całkowitą pustką, przerażającą, mrożącą krew w żyłach pustką. Nieliczne z dzieci pozbawione było informacji na ten temat, że do tego domku nie wolno zaglądać pod żadnym pozorem. Rodzice straszyli swe potomstwo, iż to w tamtym miejscu straszy duch, niematerialna postać starego Jaspera. Melany dożyła już czternastu lat, podobnie jak jej przyjaciel, James. Ich młodzieńcze mózgownice niezdolne do przyswajania tego typu bajeczek, podawały w świadomość chęci odwiedzenia owego budynku. Tegorocznego Halloween Melany postanowiła pójść do Jamesa, by wystąpić z propozycją odwiedzenia rzekomego, nawiedzonego mieszkania powstałego z grobu Jaspera.
    ***
       U końca męczącej wycieczki, nie pukając wparowali  do środka, albowiem wiedzieli, że posiadłości  nikt nie zamieszkuje. Wszędzie naokoło dało się widzieć mnóstwo zgniło-pomarańczowych dyń.  "Pozostałości po Halloween" - pomyślała dziewczyna, trzymając się, póki co, zdrowych i rozsądnych zmysłów. W salonie stała ława, dwa fotele oraz kanapa, jakżeby inaczej - skromnie. Oczywiście meble skalały tony pajęczych nici. 
    - Brrr... - Wstrząsnął ciałem James, otrzepując swe ubranie z rozrywających się pajęczyn.
    - Haha! Nie mów, że pękasz! Przecież tu nie ma jakiejkolwiek zjawy! Same brednie! - Wyśmiała kompana Melany, równocześnie przemierzając kolejne pokoje tajemniczej rezydencji.
    - Trele morele! Jaki tam strach, raczej brak ciepłych fatałaszków! - Bronił się James, zawzięcie podążając za koleżanką, ale nastolatka nie zajmowała się słuchaniem jego wymówek. Usiadła na kanapie, nie zwracając uwagi na "mieszkające" tam pajęczaki. Trzymała w dłoni stary, pożółkły papier. Gdy jej przyjaciel podszedł bliżej mógł stwierdzić, iż to list. Trzymająca go w dłoniach Melany, poczęła trud starań o rozczytanie bazgrołów:

    "Drogi czytelniku.
      Nie mam pojęcia co z Ciebie za gość i po kiego się tu znalazłeś. Najprawdopodobniej jesteś jakimś dzieciakiem, które na przekór rodzicielom odwiedziło mą posiadłość. Pewnie mój domek jest obecnie postrachem dzieciaczków, a nosi także miano nawiedzonego. Hahaha, ale do sedna sprawy prowadząc. Chciałbym Ci się zwierzyć. Więc tak... Zacznijmy od tego, że nazywam się Jasper Strool. Kiedy sporządzam ten skrawek papieru za mną piętrzy się lat czternaście. Rodzice mnie zostawili. Mieszkam sam. Niedługo będę musiał przeprowadzić się do domu dziecka! Nie pragnę tego! To, że na świecie nie mam już nikogo, nie oznacza, że będę spoufalać się z personelem miejsca, gdzie przesiadują inni pozbawieni rodziny! Cała moja rodzina zmarła z winy nowotworu. Nieuleczalnej choroby. Zapewne w twoich czasach ta choroba jest czymś całkowicie danym do uleczenia, ale w mojej teraźniejszości przeciwnie.                       
         Postanowiłem zwiać. Tak, wolę umrzeć jak prosie na środku pustyni, niżeli żyć w sierocińcu. O nie... Muszę już iść...
    1849r. Jasper.".

    Melany, gdy ukończyła czytanie pozostawionego liściku, schowała stęchły papier  do kieszeni i okrzyknęła rozkaz:
    - Idziemy!
    *
      Dziewczyna do końca życia nosiła przy sobie pozostałość po istnieniu Jaspera, a co roku w święto duchów zmierzała ku posiadłości i przesyłała dla niego modły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dodatkowo w poście pojawiają się błędy ortograficzne:
      - Wziąźć❎-> poprawnie: wziąć✅.
      - Zgniała❎-> zgniła ✅.
      Jeżeli nie wiesz, że przed "że" wstawiamy przecinek, to teraz już wiesz.

      Usuń